white shoes

Wybuchowa mieszanka

Czasami chciałybyśmy, aby nasze oczy były niebieskie, kiedy indziej brązowe. Kolejnego dnia w naszym wzroście brakuje nam kilku centymetrów, innego chętnie byśmy je sobie odjęły. Jesteśmy tak różne, a jednocześnie takie same. Bo my, kobiety, składamy się z wielu elementów…

Rządzą nami emocje – to pewne. Żeby opanować sztukę bardziej racjonalnego myślenia, głównie w sytuacjach miłosnych, i nie poddawać się niepotrzebnie emocjom, potrzebujemy jednak trochę czasu, rzekłabym, że czasami bardzo dużo.

Mamy takie dni kiedy, potrafimy płakać godzinami i naprawdę ciężko jest powiedzieć dlaczego. Bo zaginął pies sąsiadów, bo ten film taki romantyczny, bo stłukł nam się ulubiony kubek, bo  włosy nie układają się tak jak powinny, bo ta reklama taka rozczulająca, bo poplamiłyśmy ulubioną bluzkę, bo wydaje nam się, że ktoś (głównie chłopak) pożegnał się z nami przez telefon nie tak jak zawsze i na pewno coś jest nie tak. No więc płaczemy sobie tak solidnie i nie jesteśmy w stanie tego opanować, zatamować i w żaden inny sposób powstrzymać. A  kolejnego dnia wypłakana paczka chusteczek potrafi być wielkim zdziwieniem również dla nas samych. Nie, że nie pamiętamy co robiłyśmy, bardziej nie wiemy dlaczego tak zareagowałyśmy, na tę jakże błahą sytuację.

Ach ten wygląd…

Możemy mieć obsesję na punkcie swojego wyglądu. Potrafimy długo stać przed lustrem, jeśli zależy nam na perfekcji lub wykonać szybki makijaż, bo śpieszy nam się do pracy, a na budziku oczywiście wcisnęłyśmy 150 drzemek. Kiedy mamy proste włosy chciałybyśmy żeby się kręciły. Kiedy są kręcone marzymy o prostych. Zawsze mamy uwagi do swojej figury (no może tylko sportsmenki nie mają). Coś jest za grube, coś odstaje, tego za dużo, tego za mało i wydaje nam się, że wszyscy to widzą, a zazwyczaj wcale tak nie jest. Dla nas wada, przez innych jest postrzegana jako nasz największy atut, albo po prostu niezauważalna. Porównujemy się do kobiet z okładek magazynów, które są upiększane za pomocą programów graficznych i same sobie robimy krzywdę. Wciskamy facetom do głowy, że jesteśmy za grube i mamy ten paskudny cellulit, i o matko jak dużo go jest! A oni zastanawiają się o czym my tak naprawdę do nich mówimy, i w takim razie dlaczego komuś tego cellulitu nie oddamy, skoro go tak dużo…

A zatem, w związku z powyższym, Drodzy Panowie prawcie swoim kobietom komplementy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to dodaje pewności siebie i poprawia samoocenę. Mały, niewymuszony komplemencik od czasu do czasu i do nas w końcu dociera, że on nie kłamie, bo tak wciąż by chyba nie kłamał i naprawdę coś jest na rzeczy, no i po prostu musimy to w końcu przyznać – jesteśmy piękne. A Wy, Drogie Panie komplementujcie się nawzajem. Nie ma nic lepszego niż powiedzieć koleżance (oczywiście jeśli naprawdę tak myślicie i nie jest to wymuszone), że pięknie dzisiaj wygląda, ładnie jej w tej fryzurze, ma fajna bluzkę, super ciało lub jakąś część ciała, która tak po prostu, po kobiecemu nam się podoba i cholernie jej zazdrościmy.

Co jeszcze? Nasze półki w łazience często uginają się od ogromnej ilości kosmetyków, ale tak, Drodzy Panowie, one wszystkie są nam potrzebne! Przecież sami chcecie żebyśmy pięknie i seksownie wyglądały, a m.in. one nam w tym pomagają. W końcu to naturalne piękno musimy jakoś z siebie wydobyć. Możemy mieć pięć różnych balsamów i kupić szósty, bo akurat była na niego promocja. Zewsząd atakujące reklamy tak ładnie przekonują o skuteczności specyfiku, że jak nie za: pierwszym, drugim, trzecim, to za czwartym razem się skusimy. No ale przecież tylko ten raz…

Uwielbiamy czekoladę,  wierząc, że jest naszym przyjacielem i nie zrobi nam krzywdy, a to, że niektóre ciuchy z czasem stają się troszkę za ciasne, zrzucamy na wszystkie konserwanty, nawozy i niezdrowe rzeczy, którymi „faszerują” warzywa na osiedlowym bazarku.

Zakupy, zakupy, zakupy…

Potrafimy godzinami chodzić po sklepach z ciuchami, wyjść po 8 godzinach, przymierzeniu: 20 bluzek, 10 par spodni, 12 spódniczek, 35 sukienek i stwierdzić z żalem w głosie, że w tych sklepach nie ma nic ciekawego.

Oooo, tak właśnie tu, w tym momencie, konieczne jest poruszenie kwestii pewnego specyficznego zjawiska, które można zaobserwować w sklepach z odzieżą damską. Włóczący się, zmęczeni, szurający sandałami, wręcz umierający osobnicy płci męskiej, którzy w dodatku bardzo często, o zgrozo!, noszą kobiece torebki. Nie jako ich własność oczywiście, ale torebki ukochanych, które w ferworze zakupów koniecznie muszą mieć wolne dwie ręce.

Drogie Panie, dajcie żyć tym biedakom i nie zabierajcie ze sobą na shopping – oni naprawdę tam cierpią, a razem z nimi pozostała część kobiet, która lawirując umiejętnie pomiędzy wieszakami, łapiąc potrzebne do przymierzenia ciuchy, mając układ sklepu w jednym paluszku, nagle natkną się na takiego, który nie wie gdzie się ruszyć i zaburza cały harmonogram zakupów. Człowiek się tylko potknie, wkurzy, wybije z rytmu, a to przecież nikomu niepotrzebne. A ci biedni faceci umęczeni, zdezorientowani, plączą się po tych sklepach niczym biedne owieczki, które zgubiły swoje stado i nie wiedzą jak z powrotem do niego trafić.

Tak, owszem, są wyjątki. Jeśli jesteście z takim facetem, który świadomie wybiera się z wami na takie zakupowe szaleństwo lub zbliża się ważna uroczystość, na którą oczywiście potrzebujecie nowej kreacji, i nie usłyszycie jak mówi do was ledwo słyszalnym i słabnącym głosem: „To kiedy chcesz iść na te zakupy?”, to znaczy, że spokojnie możecie go ze sobą zabrać. Bo co prawda 8 godzin to on pewnie nie wytrzyma, ale naprawdę chce wam doradzić i upewnić się, że będziecie wyglądały najpiękniej ze wszystkich obecnych na imprezie kobiet. Wtedy tematu nie ma,  należy docenić i podziękować – jesteście po prostu szczęściarami.

Jakie pytanie jest dla nas największym wyzwaniem? „W co mam się ubrać?” – tutaj odpowiedź często nie nadchodzi nigdy. Potrafimy stać rano przed szafą 10 minut, w sumie wieczorami tuż przed imprezą też można zaobserwować u nas to zjawisko, i ostatecznie stwierdzić, że żaden z ciuchów, się nie nadaje. Bo to miałam wczoraj, a to przed (a przecież wszyscy doskonale pamiętają, co miałam na sobie każdego dnia), tamto za małe, inne za brzydkie, to jest fajne, no ale ta plama to nie pasuje kolorystycznie do reszty, w tym wyglądam grubo, to nie jest ciuch na taką pogodę jak dzisiaj, a to zbyt eleganckie, albo też… za mało eleganckie. Tego podobno nie nosi się w tym sezonie, bo  w jednym z magazynów modowych powiedzieli, że takie ciuchy to można wrzucić na dno szafy, a tamto jest zbyt wyzywające, kolejne zbyt wzorzyste, a na ten ciuch nie mam dzisiaj po prostu nastroju.

I kiedy już w końcu wybierzemy ubranie, pozostaje tylko kwestia… butów.  A tych u nas nigdy za dużo. Przecież już od najmłodszych lat uczono nas, że jedna para pantofelków potrafi odmienić życie kobiety – patrz przykład Kopciuszka. A zatem tychże musimy mieć „trochę”, bo przecież nie wszystkie pasują do każdej kreacji. No i Panowie przyznajcie sami, że lubicie nas w szpilkach. No to my dla Was uczymy się w nich chodzić – oczywiście trzeba mieć na czym…

Emocji nigdy za wiele

Uwielbiamy romanse i filmy, na których można sobie popłakać. Nawet jeśli aktualnie nie mamy fazy, na uwalnianie łez, to ona zapewne niespodziewanie nadejdzie i pewnego wieczoru zapragniemy obejrzeć film z paczką niezdrowych chipsów w jednej ręce i chusteczek w drugiej. W końcu każda z nas marzy o takiej wiecznej, głębokiej i namiętnej miłości, jak te na wielkim ekranie.

Równie namiętnie oglądamy kobiecie seriale. „Seks w wielkim mieście”, „Gotowe na wszystko” – to chyba już klasyka. Bo tam odnajdujemy znane nam: problemy, rozmowy, świetne kreacje, sposoby na facetów i kobiety takie jak my (przynajmniej częściowo). Od czasu do czasu lubimy „zanurzyć” się w sentymentalnych piosenkach, a  w niektórych momentach naszego życia to zanurzenie może trwać nieco dłużej.  Walczymy o tych i o to, co dla nas cenne, ale kiedy widzimy, że to bez sensu – odchodzimy. I jedno jest pewne – kochamy namiętnie, ale nienawidzimy równie mocno. Zemsta kobiety potrafi być naprawdę słodka… Nie po to przecież obejrzałyśmy 45 razy „Lejdis” i tym podobne.

Kiedy mamy TE dni, a zwłaszcza kiedy jesteśmy tuż przed, lepiej schodzić nam z drogi. Nie wdawać się w zbędne dyskusje, nie zaczepiać, nie prowokować, nie zadawać zbędnych pytań. Potrafimy wtedy być wredne, złe i z błahego powodu się popłakać. A istniejąca w tym czasie jedyna i słuszna odpowiedz na wszystko brzmi: BO TAK!!! Ale spokojnie. Ta faza przecież w końcu mija.

A w całej tej układance najlepsze jest to, że każda z nas jest inna, wyjątkowa i niepowtarzalna. I jak, Drodzy Panowie, czyż nie jesteśmy urocze?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s