Czego nie wiedziałam o Wisławie Szymborskiej?

Nie jestem wielką fanką i znawczynią poezji. Czytam powieści, a wiersze mnie po prostu odnajdują. Zdarzy się bowiem, że gdzieś natrafię lub usłyszę coś, co do mnie przemówi i wtedy wczytuję się głębiej, delektując się każdym słowem. Z poezją miałam też do czynienia w szkole, na lekcjach języka polskiego. A wśród wielu wierszy, z twórczością Wisławy Szymborskiej.

Wiersz, który na dłużej pozostał w mojej pamięci to: „Miłość od pierwszego wejrzenia”. Dlaczego? Nie wiem. Pewnie dlatego, że jestem romantyczką i że wierzę w to, że przed oficjalnym spotkaniem rzeczywiście los pcha nas ku sobie i drogi stopniowo się przecinają.

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność jest piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie
znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają –
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś ,,przepraszam\’\’ w ścisku?
głos ,,pomyłka\’\’ w słuchawce?
– ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Były także inne wiersze, dlatego kiedy pojawiła się na rynku książka Michała Rusinka „Nic zwyczajnego o Wisławie Szymborskiej” postanowiłam ją przeczytać. Chciałam przekonać się jaka poetka była prywatnie, jak tworzyła i jak podchodziła do życia.Wierzyłam, że nie zawiodę się na tej publikacji i tak też się stało. Ta książka to piękny obraz Wisławy Szymborskiej, który nie pokazuje tylko jej artystycznej strony, ale także jej ludzką, codzienną naturę. Naprawdę nie znajdziecie tam nic zwyczajnego – tylko same smaczki.

Chcecie przykład? Oto fragmenty, które zapadły mi w pamięć:

 Widzę, że wyświetla mi się jej numer. Zamiast więc powiedzieć „Halo”, od razu mówię: „Dzień dobry, pani Wisławo”. Po chwili ciszy pyta, skąd wiem, że to ona. Odpowiadam, że wiem, bo widzę. Na co ona:”Och, a ja nieubrana!”.

Szymborska dostawała propozycje włączania się w przeróżne akcje, na przykład „sprzątanie świata”. Idea to słuszna i szlachetna, ale dlaczego miałaby się w nią angażować poetka? Ostatecznie odpisała bardzo uprzejmie i standardowo, choć pierwotna wersja odpowiedzi brzmiała:”Miotłę mam, ale używam jej tylko w celach komunikacyjnych”.

Nie przepadała, kiedy goście się u niej zasiadali na dłużej, zwłaszcza ci zapraszani na popołudniową kawę. Prosiła mnie wówczas o telefon o określonej godzinie. Ponieważ automatyczną sekretarkę miała zawsze włączoną i zawsze ustawioną na tryb głośnomówiący, więc wszyscy w mieszkaniu słyszeli pierwsze słowa dzwoniącego, do poniesienia przez Szymborską słuchawki. Ustawiałem sobie budzik z przypomnieniem o telefonie do niej. Dzwoniłem, przedstawiałem się i mówiłem:”Pani Wisławo, dzwonię do pan zgodnie z naszą umową, miałem pani przypomnieć…”. Tu zazwyczaj podnosiła słuchawkę, więc i goście przestawali słyszeć naszą rozmowę. Ja już nie mówiłem nic, ona natomiast powtarzała:”No tak, no tak. Wyleciało mi z głowy. Koniecznie dzisiaj? Aha, aha… No dobrze, ale nie teraz, bo – i tu podnosiła lekko głos – bo mam teraz znakomitych gości! Więc może tak za godzinę by pan wpadł, dobrze?”. Zwykle po pół godzinie dzwoniła, że się udało i żebym oczywiście nie przychodził.

Zawsze się zastanawiałem, czym WS właściwe się żywi. Wiem, że sama sobie gotowała. Kupowała najchętniej jakieś półprodukty. Od czasu do czasu prosiła, żebym jej kupił pikantne skrzydełka w KFC, najchętniej tak zwany mega kubełek, w którym ich było ze czterdzieści. Za którymś razem się przyznała, że je zamraża, a potem sobie kilka takich zamrożonych rzuca na patelnię, na rozgrzany tłuszcz i ma pyszny obiad. Usiłowałem ją od tego odwieść, mówiąc, że to potwornie niezdrowe, ale mi się nie udało.

[…]Próbowałem ją namówić na kupno podobnego komputera, ale nie znalazła dla niego zastosowania. Na moim opanowała tylko dwa klawisze: page up i page down. Czytała swój tekst na ekranie i przesuwała go sobie sama. A ponieważ zawsze przy tym trzymała papierosa w dłoni, bałem się, żeby nie przepaliła mi matrycy… Nie opanowała kursora: wskazywała palcem miejsce, które wymagało zmiany. A potem ze zdumieniem patrzyła, co ja robię. Pewnego razu zapytała, po co jest ta mucha, która lata po ekranie. I dlaczego mówię na nią „mysz”.

Reklamy

2 myśli w temacie “Czego nie wiedziałam o Wisławie Szymborskiej?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s