Długopisy żelowe zamiast tableta

Pamiętam smak gumy Turbo i sękaczy, które babcia wyciągała z wiklinowego koszyka na zakupy, kiedy wracałam ze szkoły. Wspominam smak oranżady, którą powinno się rozpuścić w wodzie, ale… wsypywało się prosto do buzi i jadło „na sucho”, a ona tak dziwnie, a zarazem fajnie szczypała w język. I choć Dzień Dziecka już dawno za nami, naszło mnie na wspomnienia, czyli jak to było, kiedy byłam mała……

Wspomnienia z dzieciństwa dzielą się na takie, które są z nami cały czas i na takie, które niespodziewanie odnajdują się w naszej pamięci. Najczęściej powracają przez przypadek, bo natrafimy na stare zdjęcie, pamiątkę, poczujemy znajomy zapach lub smak z dzieciństwa.

Być może są to kolorowe karteczki, którymi wymienialiście się siedząc na ławkach przed blokiem, trzymając na kolanach wypełnione po brzegi segregatory:
– Zamienisz się za tę?
– Nie, tę mam tylko jedną.
– Proszę.
– Wiesz jak ciężko było ją zdobyć?

Kto pamięta te negocjacje? 😉 Prawdę mówiąc właśnie od tych karteczek zaczęło się moje rozmyślanie i przywoływanie wspomnień, a dalej poszło już samo. Zaczęłam szukać w pamięci i odnajdywać coraz to nowsze obrazy i przedmioty z przeszłości, o których, szczerze mówiąc, sama zdążyłam już zapomnieć.

Hubba Bubba, Frugo i życie miłosne z Bravo 

I tak oto w mojej głowie powróciły obrazy: naklejek z gum do żucia – takich z samochodami i motorami, które potem przez długi czas pachniały tymi gumami i Hubby Bubby, czyli gumy robiącej niesamowite balony, które po pęknięciu w nieoczekiwanym momencie potrafiły skutecznie zakleić całą twarz. Ech! Ile razy specjalnie się ją komuś rozbijało 😉

Było też Frugo z zakrętkami, które po otwarciu wydawały dźwięk „strzelania”. Dzisiaj nikogo już to nie zdziwi, bo takie zakrętki można spotkać niemal w każdym produkcie, który jest zamknięty w słoiku, ale wtedy była to nowość. Tak samo, jak 4 jogurty połączone w jeden produkt i reklama, w której ludzie ukradkiem je „rozłamywali” oddzielając od siebie, a one wydawały przy tym charakterystyczny dźwięk.

Dla starszych czytelników było Bravo, w którym czytało się wywiady ze swoimi ulubionymi gwiazdami, a potem zaklejało całą ścianę plakatami z ich podobiznami. A jak komuś było mało, to mógł sobie dokupić do tego zeszyt z podobizną swojego ulubieńca i zabierać go ze sobą do szkoły. A co! W Bravo były też komiksowe historie miłosne i porady, które czytało się z zaciekawieniem, bo wtedy wujek Google jeszcze nie istniał i nie można było poprosić go o radę.

W wolnych chwilach grało się na Pegasusie – Mario Bros i Tetris rządziły, a jak się miało specjalny pistolet to i strzelanie do kaczek w telewizorze było możliwe. Były też kasety magnetofonowe, na których, słuchając listy przebojów w radiu, nagrywało się ulubione piosenki. I największa udręka fana – oby prezenter radiowy pod koniec nie zaczął gadać! Nie to co teraz – jeśli masz dostęp do Spotify, to nawet płyty w sklepie kupować nie musisz. Wtedy na ulubioną muzykę niestety trzeba było polować.

Kolorowa sprężyna i korektor w piórniku

W czasach mojego dzieciństwa nikt nie miał tableta, laptopa, czy telefonu komórkowego. Wtedy potrafiliśmy żyć bez tych rzeczy i bawić się wspólnie na podwórku. Było granie w karty na kocu, skakanie na skakance, gra w „dwa ognie” i skakanie przez gumę. Była też taka kolorowa sprężyna, której główną właściwością było „schodzenie” po schodach, ale i tak sprawiała ludziom radość 😀

Wtedy mieliśmy inne „zmartwienia”. Np. czy rodzice kupią nam piórnik z nowym wyposażeniem do szkoły. I czy w tym piórniku będzie korektor, albo jeszcze lepiej… żelowe długopisy 😀 Tak, już sobie wyobrażam miny większości dzieci, którym mówię, że żelowe długopisy to HIT. Czy dzisiaj dzieci w ogóle obchodzą żelowe długopisy? Czy w ogóle je jeszcze produkują?

A potem w szkole wszyscy, no dobra… dziewczyny prowadziły tzw. „Złote myśli”, czyli zeszyty z pytaniami. Nie okłamujmy się, to była swego rodzaju szansa na takie szkolne ploty – kto z kim i dlaczego. Albo chęć dowiedzenia się czy chłopak, który Ci się podoba ma jakąś miłość. Tak, ja tak robiłam 😛 A potem człowiek się zastanawiał, czy jak on wpisał takie same inicjały jak moje, to chodzi o mnie, czy może jest jakaś inna dziewczyna o tych samych inicjałach? A może zrobił to specjalnie? Co to były za czasy 😀

Dzieciństwo vs. dorosłość

Tak sobie myślę, że kiedy jesteśmy dziećmi za wszelką cenę chcemy być dorośli. A kiedy wejdziemy w dorosłość, nieraz wspominamy jak beztroskie było dzieciństwo i jak czasem fajnie byłoby to tych lat wrócić. Szczerze mówiąc pisząc o tych wszystkich rzeczach, czuję się trochę jak dinozaur, ale to chyba przypadłość każdego kolejnego pokolenia, które doświadcza ogromnych zmian w otaczającej go rzeczywistości. Zastanawiam się jednak, co będą opowiadać te kolejne? Być może, co robili, kiedy… wyłączyli im Internet.

A Wy? Jakie macie wspomnienia z dzieciństwa?

Reklamy

4 myśli w temacie “Długopisy żelowe zamiast tableta”

  1. Teraz i ja poczułam się jak dinozaur… ale jako dziecko uwielbiałam dinozaury, więc nie będę oponować 😀 Mogę zostać takim parazaurolofem 🙂

    Ze wspomnianych przez Ciebie rzeczy pamiętam oczywiście segregatory z karteczkami (jeden nawet nadal mam!), a Frugo kojarzy mi się z oryginalnymi, jak na tamte czasy, reklamami w telewizji. Pamiętasz je? A mój pierwszy komputer to już z Windowsem był. Pamiętam wszystkie te dziwne dźwięki, które wydawał modem, gdy łączył się z Internetem. A zagraniczne strony www włączały mi się przez godzinę 😀 I wtedy jeszcze hejtu i trolli nie było. Dziwne czasy 😉

    Polubienie

    1. Tak, reklamy Frugo to było coś nowego i oryginalnego. Może właśnie dlatego wielu ludziom tak bardzo zapadło w pamięć 🙂

      A dźwięki modemu to rzeczywiście było coś ! Człowiek odpalał komputer i modem, szedł zrobić w tym czasie herbatę, a później… rozmawiał z ludźmi na czacie 😀 Rzeczywiście, dziwne czasy 😉

      Polubienie

  2. Wydaje nam się, że dzieciństwo dziesiejszych dzieci jest gorsze lub zmutowane, bo mają internet i tablety. A ja się z tym nie zgodzę. Nie robią na mnie wrażenia popkulturowe afery (nie nazywam tak Twojego wpisu- to tylko anegdota). Mój syn, gdyby tylko mógł, nie schodziłby z roweru i z boiska. Wraca do domu cały w błocie po graniu w piłkę. Mają z kolegami swoje układy ‚sztamy’ na pożegnanie, jarają się, kiedy dostaną funta i będą mogli kupić Doritos. A kiedy robi się zimno lub pada, to całe szczęście, że syn ma te swoje gry właśnie! O ile łatwiej i przyjemniej.

    Myślałam ostatnio o złotych myślach. Ciekawe, czy ta akcja przeszłaby dzisiaj? Może zrobimy eksperyment wśród dorosłych? Chcesz?
    Pamiętam wszystko, o czym wspomniałaś. I fikołki na trzepakach jeszcze 🙂

    Acha, i ja wcale nie spieszyłam się do dorosłości, a teraz nie tęsknie za dzieciństwem, które miałam jak z bajki. Lubię być dorosła i nie zmieniłabym tego.

    Polubienie

    1. Masz rację, nie można jednoznacznie określić, że teraz dzieciaki mają gorsze dzieciństwo. Wydaje mi się jednak, że w tych czasach, w których jest o wiele więcej możliwości, a człowiek jest bardziej zabiegany, czasami dzieciaki po prostu nie są nauczone, jak czerpać radość z tych najprostszych rzeczy. Nie mówię, żeby im wszystkiego zakazywać i zabierać, ale uważam, że bardzo dużo zależy od rodziców, którzy jasno powinni wyznaczyć granice. Na szczęście mam wokół siebie znajomych, którzy udowadniają, że można naprawdę fajnie i rozsądnie wychowywać dzieciaczki 🙂

      Fikołki na trzepaku też pamiętam, a co do „złotych myśli”, myślę, że trzeba by nieco zmienić ich formę, ale przyznam, że dałaś mi do myślenia 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s