Na własnych zasadach

Akcja ratunkowa na Nanga Parbat to temat, który w miniony weekend był na ustach wszystkich. I choć wiele zostało już powiedziane, czasami naprawdę za dużo, to stwierdziłam, że ciężko jest mi pozostać obojętną. Bo naprawdę niełatwo jest słuchać tych wszystkich „ekspertów” od siedmiu boleści, którzy w Himalajach nigdy nie byli, ale oczywiście wiedzą lepiej.

Nie jestem himalaistką, ale na swój sposób góry są mi bliskie, dlatego też całą sobą przeżywałam to, co się działo. Czytałam i słuchałam relacji. Przez cały czas kibicowałam, wierząc, że wszyscy wrócą cali i zdrowi. Nieustannie myślałam o tym, jakiego wyzwania podejmują się tam na Nanga Parbat, kiedy ja siedzę sobie w ciepłym domu i kładę się spać pod ciepłą kołdrą. Myśleliście kiedyś o tym? To dla mnie aż trochę nierealne – ja z moją codziennością a tysiące kilometrów dalej oni. W nocy, zimą, podczas akcji ratunkowej, na jednym z najwyższych szczytów świata. Trochę jak bajka, co nie? Po tej akcji mogę powiedzieć tylko jedno: Panowie, jesteście bohaterami, a ja jestem niezwykle dumna, że mamy takich rodaków!

Ale to, co najbardziej mnie rozzłościło, to komentarze. Komentarze osób, które z tematem mają tyle wspólnego, ile ja z lotem w kosmos, czyli nic. Nigdy tam nie byłam i nie mam pojęcia jak tam jest. Owszem, czytałam coś na ten temat, oglądałam filmy/programy, ale w życiu nie odważyłabym się wypowiadać w tym temacie jako ekspert i mówić komuś, jak powinien postępować. Miałabym zapewne pytania – dlaczego tak a nie inaczej? I liczyłabym, że ludzie, którzy się na tym znają, udzielą mi odpowiedzi i rozwieją moje wątpliwości.

A tutaj? Tutaj rozpętała się burza. I to nie tylko śnieżna, ale, co chyba najgorsze, słowna. Głównie ze strony tych, którzy wdrapali się na górkę koło domu lub ewentualnie latem weszli na Giewont i myślą, że są ekspertami w temacie. I to mnie wkurzało w tym wszystkim najbardziej! Jak można oceniać kogoś siedząc w domu przed telewizorem? Jak można wypowiadać się o akcji, nie będąc w centrum wydarzeń?

Oczywiście, że jest mi niezwykle smutno, że nie udało się wszystkich uratować i serce zabolało, kiedy okazało się, że jednak nie pójdą dalej. Ale wiem też, że ludzie, którzy tam byli, zrobili wszystko co w ich mocy, aby ratować zaginionych i dali z siebie wszystko. Potrafili też właściwie ocenić sytuację i wiedzieli czego mogą się spodziewać. Tam nie szli ludzie, który robią to pierwszy raz w życiu! A jeśli by poszli dalej i zamiast jednej osoby zginęłyby 2,3 lub 4? Czy wtedy wszyscy nie mówiliby: „Po co tam szli? Przecież wiedzieli jakie są warunki i co ich może spotkać?” Zatem drodzy „eksperci”, weźcie głęboki oddech i zastanówcie się, jakbyście się czuli w momencie, kiedy idziecie ratować czyjeś życie, narażając swoje (choć wcale nie musicie tego robić), a połowa Polski zaczyna Was hejtować, że zrobiliście za mało! Ja wiem, do Was teraz nic nie dociera, bo Wy i tak wiecie lepiej…

To trochę tak, jakby powiedzieć, że skoczkowie narciarscy nie powinni skakać, kolarze nie powinni się ścigać, maratończycy nie powinni biegać maratonów, a nurkowie nie powinni nurkować, bo ich rekiny zjedzą. Zamknijmy się w domu i nigdzie nie wychodźmy! Po co mieć pasję? Komu to potrzebne? Moim zdaniem, mimo wszystko, lepiej żyć spełniając swoje marzenia, niż siedzieć w fotelu i marudzić, jakie to życie jest beznadziejne, zima za zimna, a lato za gorące. O rety, jaki ten świat jest zły! I choć dla niektórych może się to wydawać dziwne, dla mnie takie podejście do życie jest tysiąc razy lepsze!

Naprawdę ciężko czyta się komentarze tych wszystkich ludzi, którzy twierdzą, że himalaiści to szaleńcy, głupcy i sami pchają się na śmierć. Dlatego zanim wypowiecie się publicznie, zastanówcie się nad swoimi słowami i przede wszystkim nad tym, ile osób mogą zranić. Szczerze? Jeśli miałabym wybierać, to wolałabym umrzeć wysoko w górach, niż zginąć np. w wypadku samochodowym. Ale nie będziemy się tutaj licytować, która śmierć jest lepsza, bo tak naprawdę żadna nie jest. Jedno natomiast jest pewne – wszyscy kiedyś umrzemy. I o tym, jak to ma wyglądać nie mamy prawa nikomu mówić. Wiecie, najłatwiej ocenia się nie będąc w takiej sytuacji. Najłatwiej wypowiada się słowa krytyki siedząc przed telewizorem, w ciepłym mieszkaniu, na wygodnej kanapie, z pilotem w ręku…

Najpiękniejszym podsumowaniem tych wydarzeń niech będą słowa Martyny Wojciechowskiej:

…Tam, w górach jest cicho, więc i teraz ciszę zachowajmy. Nie oceniając, nie próbując na siłę zrozumieć… Tomek Mackiewicz 7 razy próbował zdobyć Nanga Parbat. Aż został na tej Górze na zawsze. Na własnych zasadach…

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s