Uncategorized

Przecież sam sobie to życie utrudniasz

Narzekamy, bo strasznie to kochamy – tak powinno brzmieć hasło reklamowe Polaków. Jeśli ktoś powie, że dobrze mu się wiedzie i w sumie to ma udane życie, patrzymy na niego, jak na dziwoląga. Tymczasem wielu z nas samodzielnie sobie takie życie zgotowało i nieustannie „dorzuca do pieca”, zamiast ten ogień ugasić. Jak? A no tak!

Wydajesz więcej niż zarabiasz

Obecność wypłaty na Twoim koncie jest jak rzeka – szybko wpływa i szybko wypływa. Niby ją tam kiedyś widziałeś/aś, ale jakby przez mgłę. No bo jak można żyć bez tych wszystkich fajnych gadżetów, które otaczają nas z każdej strony? Jak nie wyjść na kolację do restauracji, skoro tyle fajnych, nowych knajpek zostało otwartych? Jak nie kupić sobie nowych ubrań, kiedy wszystkie koleżanki chodzą w superciuchach, a do sklepów właśnie trafiła nowa kolekcja? Jak nie kupić nowego zegarka, albo iPhone’a, skoro wszyscy w pracy je mają? Jak nie skusić się na nowe kosmetyki, kiedy dają 40% rabatu? I w ten sposób w połowie miesiąca zostajesz bez wypłaty, zastanawiając się, jak to się znowu stało?! Kasa się rozmyła, choć co miesiąc sobie obiecujesz, że tym razem będzie inaczej – nie będziesz kupować niepotrzebnych rzeczy, będziesz za to oszczędzać i odkładać na czarną godzinę. Ale jakoś nie idzie, bo życie takie krótkie, więc trzeba korzystać, zwłaszcza kiedy w sobotni wieczór spotykasz się na imprezie ze znajomymi. Przechodzisz zatem do punktu niżej.

Bierzesz kredyty i pożyczki

Nie masz nic na koncie, w portfelu, ani w skarpecie, a przecież musisz mieć nowy samochód, telewizor i ciuchy z najnowszej kolekcji ukochanego projektanta. Bierzesz więc kolejny kredyt lub pożyczkę. Później z trudem je spłacasz i ledwo wiążesz koniec z końcem, a kiedy się z kimś spotykasz, narzekasz jak Ci ciężko z tym spłacaniem zadłużenia. Że te raty takie wysokie, że jeszcze tyle czasu spłacania, że nie ma na nowe ciuchy dla dzieci. Że chciałoby się na wakacje, zrobić remont łazienki, a tu nie ma za co! Rozejrzyj się dookoła! Czy te nowe gadżety i ciuchy już Cię nie cieszą? Przecież jeszcze do niedawna chciałeś/aś je mieć!

Bierzesz na siebie zbyt wiele obowiązków

Pracujesz, zajmujesz się domem, dziećmi, wychodzisz z psem, biegasz, udzielasz się w radzie osiedla, jesteś wolontariuszem, chodzisz na tenis i prowadzisz kółko czytelnicze w pobliskiej bibliotece. Świetnie! O ile rzeczywiście masz na to wszystko czas i… siłę. Bo nawet jeśli chcesz robić to wszystko, to może niekoniecznie jesteś w stanie. Nie potrafisz się zdecydować, chwytasz kilka srok za ogon i w końcu nic Ci się nie udaje tak, jakbyś tego chciał/a, a na dodatek wszystko Cię wkurza. Chodzisz zestresowany/a, bo na nic nie masz czasu, a właściwie to już nawet nie chodzisz, tylko biegasz. Żyjesz w ciągłym pędzie, nieustannie myślisz o tym, że się nie wyrobisz i odhaczasz kolejne punkty na swojej liście. A może wystarczyłoby po prostu zwolnić i odpuścić kilka rzeczy?

Kupujesz lub adoptujesz psa i kota

Kochasz zwierzaki i nie wyobrażasz sobie życia bez nich, więc postanawiasz przygarnąć pod swój dach psa i kota. A co! Nie będziesz się przecież rozdrabniać! Mieszkasz w kawalerce z dwójką dzieci, mężem, papugą i świnką morską i kompletnie nie masz warunków, aby ich wszystkich na spokojnie tam ogarnąć i pomieścić. Nie tyle nie masz miejsca, ale przede wszystkim nie masz też czasu, aby zająć się tymi zwierzakami, aby je wyszkolić, ułożyć i zadbać o zaspokojenie ich wszystkich potrzeb – bo, o dziwo!, one też takowe mają. Ale na najbliższym spacerze nie omieszkasz pożalić się sąsiadce jakie to Twoje życie jest ciężkie. Mieszkanie za małe, ale na nowe nie ma (bo nieustannie działasz według punktu pierwszego), więc ciśniecie się biedulki w tej klitce, a na dodatek te zwierzęta tak jakoś same nie chcą się nauczyć porządku i właściwego zachowania. Jak żyć? No jak żyć?

Odkładasz wszystko na ostatnią chwilę

Jesteś niczym wieczny student, którego motto życiowe brzmi: „co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro, a najlepiej pojutrze”. Leżenie na kanapie, nowy serial na Netflixie i scrollowanie Facebooka zawsze jest fajniejsze i ważniejsze od tego, co miałeś/aś zrobić. Niby już się zbierasz i idziesz działać, ale po drodze jeszcze tylko lukniesz na Instagram, odpiszesz na wiadomość, no i skomentujesz nową fotkę koleżanki z pracy. Przecież wszystko może poczekać.

Praca może poczekać, przygotowanie raportów i sprawozdań może poczekać, dzieci i mąż mogą poczekać, pies się może zesikać, a pranie pewnie samo się rozwiesi. Pakowanie na wyjazd może poczekać, pieczenie muffinek na szkolny bal może poczekać, naprawa samochodu może poczekać, kot może chodzić głodny, a zorganizowaniem urodzin córki możesz zająć się jutro. Mecz syna może poczekać i przygotowanie rowerów na nowy sezon też może poczekać. Rachunki kiedyś się zapłaci, wpis blogowy kiedyś się napisze, a trening… Trening już dawno stał się dla Ciebie słowem ze słownika wyrazów obcych, całkowicie niezrozumiałym. A kiedy już w końcu zabierasz się do pracy i zaczynasz coś robić, to patrząc, jak mało czasu Ci zostało, dopada Cię stres i zaczynasz ogarniać wszystko na raz. Nie potrafisz skupić się na jednej czynności i ostatecznie nie kończysz nic. No bo przecież usłyszałeś/aś na telefonie jakieś powiadomienie. Pewnie z Facebooka, albo z Instagrama…

No bo inni mają lepiej

A świstak siedzi i zawija… Zazdrość to Twoje drugie imię, więc praktycznie się z nią nie rozstajesz. Cały czas powtarzasz, że inni mają lepiej, a Ty jesteś jak ten biedny czerwony kapturek, który musiał dygać do babci przez las z ciężkim koszykiem. U innych nowe domy, samochody, partnerzy, wystrzałowe ciuchy i wakacje pod palmami, a u Ciebie źle. Nieważne, że dostałeś/aś niedawno podwyżkę (jest za mała), że urodziło Ci się dziecko (za dużo płacze), że byłeś/aś na weekend na fajnym wyjeździe (za krótko), że kupiłeś/aś sobie nowy telewizor (jednak za drogi), że masz świetną formę (zawsze można mieć lepszą) i że przeprowadzasz się do nowego mieszkania (wolał(a)byś dom). Zawsze, ale to zawsze Tobie wiatr wieje w oczy, a Ty za nic w świecie nie umiesz ustawić się tak, aby dmuchało w plecy.

Myślisz negatywnie

I tu dochodzimy do podstaw. Negatywne myślenie, ściąga negatywne emocje i negatywne zdarzenia. Od razu nastawiasz się, że będzie źle, że nic Ci się nie uda i na pewno wydarzy się coś złego, więc podświadomie ściągasz to na siebie. Optymista nie zauważyłby spadającej na niego bomby – pomyślałby tylko, że coś przefrunęło mu koło głowy. Pesymista ustawi się dokładnie na jej drodze z przekonaniem, że właśnie tam powinien aktualnie być, i że za żadne skarby nie mógł jej ominąć. Zmień myślenie i zobacz, jaki świat jest fajny. Jak z małych, fajnych przygód można tworzyć duże, fajne wydarzenia.

 

 

 

Photo by Pim Chu on Unsplash

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s